Warszawskie wodoloty.
![]() [Krzysztof, Magda, Marcin, Olaf. Zdjęcie Adama poszukiwane.] |
| Zaczęło się niewinnie. Słoneczko, lekkie chmurki i ciepły wiaterek towarzyszyły piątce Amokowców na starcie piątego w tym sezonie maratonu Mazovia MTB . Magda, Krzysztof, Marcin, Olaf i Adam nie spodziewali się, że natura przygotowała im niespodziankę. Po dwóch godzinach od startu rozpętało się piekło: silny wiatr, deszcz, grad i pioruny zasiały panikę w sercach rywali. Nasi wykorzystali to natychmiast i pomknęli do zalanej wodą mety. Efekt: 1250 punktów na koncie i 12 oczek do góry w klasyfikacji drużynowej. Siedzimy przyczajeni na 51 miejscu wśród 153 sklasyfikowanych drużyn i czekamy na kolejny start. |


. Trasa była bardzo szybka, ale nasi byli jeszcze szybsi. W pełnym pędzie pokonali strumienie i wpadli na metę z dorobkiem 1230 punktów! Przesunęliśmy się dzieki temu na 63. miejsce w klasyfikacji drużynowej.
.

Oj niedobrze, niedobrze. Jedynym odważnym jaki pojawił się na trasie maratonu Mazovii w Łodzi był Michał (BRAWO!). Reszcie zespołu niestety zabrakło motywacji i na efekty nie trzeba było długo czekać: spadliśmy na ostatnie, 118 miejsce w klasyfikacji drużynowej
Podczas ostatniego zebrania działaczy urządziliśmy samobiczowanie i solennie obiecaliśmy pojawić się w komplecie na starcie w Otwocku. Miejmy nadzieję, że nikt nie zapomni roweru
Maraton w Jabłonnej był ostatnim w sezonie 2008 etapem liczonym do klasyfikacji MAZOVIA MTB. Tym razem jechało dwóch reprezentantów naszego zespołu: Krzysztof i piszący te słowa Tomek. Niestety punktowałem tylko ja, bo Krzysztof postanowił jechać tzw. "inco-blanco". Wystartował na końcu stawki i spokojnie jadąc, szlifował do perfekcji manewr wyprzedzania. Pogoda dopisała znakomicie i złota polska jesień objawiła się w pełnej krasie. Na trasie dokuczyły najbardziej dwa momenty: wał nad Wisłą zryty przez dziki (chyba wpadły w AMOK) oraz końcówka trasy, gdzie koła kleiły się do trawy jakby były posmarowane klejem.
W Piasecznie na starcie stanął tylko jeden Amokowiec. BRAWO MARCIN! Nie straszne mu były ciemne chmury, z których czasami popadał deszczyk zamieniając piaszczyste drogi w klejące ciasto błotne (tym razem MTB oznaczało Mud Terrain Bike
). Marcin dowiózł do mety bezcenne 318 punktów i 2 kg błota pomysłowo ukrytego w butach, w kieszeniach kurtki, na kasku i ramie roweru 

